Toronto – zwiedzanie w kilka godzin

Największe miasto w Kanadzie zobaczyłyśmy dzięki 9-godzinnej przesiadce. Toronto jest niesamowitym multikulti z prawdziwego zdarzenia (50% mieszkańców to imigranci). Do jakiego miasta można je porównać? Według nas jest to spokojniejsza wersja Nowego Jorku. Naszą teorię zdaje się potwierdzać plac Dundan, będący kanadyjską wersją Times Square. O podobieństwie świadczyć może również jego dawna nazwa – do 1834 roku miasto nazywało się Jork.

Kojarzycie tamtejsze ulice z filmów? Nic dziwnego, Toronto jest trzecim największym miejscem produkcji filmowej w Ameryce Północnej, które wydało na świat mnóstwo gwiazd kina, m.in. Jima Carrey. Skoro Kanadyjczycy nie uważają tego miasta za zbyt atrakcyjne to nie wyobrażam sobie, co mogą zaoferować nam pozostałe tamtejsze aglomeracje!

Kanada to drugi największy kraj na świecie (zaraz po Rosji), w którym włada się zarówno językiem angielskim, jak i francuskim. Najbardziej emocjonującym sportem nie jest w Kanadzie piłka nożna, a hokej. Otoczonemu przez trzy oceany krajowi zawdzięczamy m.in. wynalezienie telewizora, pralki, zamka błyskawicznego oraz… Supermena. Pierwszy raz zainteresowałam się tą częścią świata po wyjeździe kuzynki do Toronto na Światowe Dni Młodzieży w 2002 roku. Podziwiałam na jej zdjęciach m.in. niesamowite wodospady Niagara, które udało mi się zobaczyć od strony amerykańskiej 13 lat później. Obecnie moim marzeniem związanym z tym krajem jest spacer po Vancouver, które bezwzględnie zgarnia pierwsze miejsca w rankingach na najlepsze miasto do życia. Chciałabym też zobaczyć Churchill zamieszkiwane przez niedźwiedzie polarne. Prawdopodobieństwo zobaczenia takiego miśka jest na tyle duże, że w miasteczku nikt nie zamyka swoich samochodów – w razie potrzeby służą za schronienie.

Toronto to zaledwie kawałeczek przepięknej Kanady, który nie zawiódł i rozbudził jeszcze większą chęć na poświęcenie temu krajowi zdecydowanie więcej czasu i uwagi!

Po niespełna trzech tygodniach na Kubie dziwnie było spacerować sobie po ulicach bez zaczepek przechodniów i brania nas za chodzące portfele (niech ta mała wzmianka o Kubie nie zniechęca Was do odwiedzin tego niezwykłego kraju – zapraszam do poczytania wpisów o wyspie!). Burger zjedzony w Toronto wydawał się najlepszym na świecie. Możliwe, że oprócz fantastycznego dania wynikało to raczej z tęsknoty za inną kuchnią niż kubańską, niebędącą moim faworytem.

Do burgera podano nam colę w wazonie (bo tak wielkiej szklanki jeszcze nie widziałam, chyba że u sąsiadów w USA). Do tego, bambusowa słomka. Ciężko znaleźć jej plastikowy odpowiednik w Toronto. Władze Kanady zapowiedziały, że w 2021 roku zamierzają wprowadzić zakaz jednorazowych plastików – choć mieszkańcy najwyraźniej stosują się do tego już teraz. Wracając do tematu restauracji – ze względu na to, że miasto zamieszkują imigranci, możecie spróbować tam świetnej kuchni z całego świata!

Potrawa, która kojarzy się z Kanadą jest Poutine. To przekąska składająca się z frytek, charakterystycznego sera i sosu pieczeniowego. Nie łączyłabym jednak Poutine z Toronto, gdyż jest ona raczej typowa dla innej części Kanady (prowincja Quebec).

Jak dostać się do Kanady?

Proponuję skorzystać z wyszukiwarki lotów esky lub scyscanner, gdzie możecie porównać oferty linii lotniczych i wybrać najdogodniejszą opcję. My korzystałyśmy z Air Canada. Odbyłyśmy lot z Warszawy na Hawanę, z przesiadkami w Monachium i Toronto. Lot z Polski do Kanady oscyluje w granicach 1600-3000zł, choć często trafiają się świetne okazje (kwiecień 2019 – lot w dwie strony można było zakupić w cenie 1100zł).

Dotrzecie do Kanady samolotem? Potrzebujecie eTa!

W przypadku dotarcia do Kanady drogą lotniczą władze wymagają dokumentu eTa, czyli electronic Transit Authorization, nawet jeśli planujecie w Kanadzie jedynie przesiadkę. Osoby wkraczające na teren Kanady samochodem czy statkiem nie muszą się o to martwić. Pozyskanie eTa jest szybkie i proste: na tej stronie wypełniacie wniosek, po czym wpłacacie 7CAD (23.12.2019) na wskazane tam konto. Po kilkunastu godzinach na Waszego maila dotrze gotowa eTa, którą należy wydrukować i pokazać na lotnisku.

Zazwyczaj eTA zostanie zaakceptowana w kilka minut od złożenia wniosku, choć w niektórych przypadkach można czekać na dokument kilka dni. W razie jakichkolwiek problemów z wnioskiem zadbajcie o te formalności wcześniej, aby wszystko odbyło się bezstresowo. ETA jest ważna na 5 lat od jej wydania, chyba że Wasz paszport straci ważność lub urzędnik imigracyjny z jakiegoś powodu cofnie ważność tego dokumentu. Okres pobytu na podstawie eTa wynosi maksymalnie 6 miesięcy – zabrania się się w tym czasie pracy czy studiowania w Kanadzie – do tego potrzebne Wam będą inne papierki.

Jak dojechać z lotniska Toronto Pearson do centrum miasta?

Jest sporo opcji. Przechodząc do sedna, zaproponuję Wam najdogodniejszą – Union Pearson Express. Wygodny pociąg zabierze Was do centrum Toronto w niecałe 25 minut. Kursuje do Union Station z lotniska Pearson, a dokładniej z terminala nr 1 (kierujcie się znakami „pociąg do miasta”. Jeśli bliżej Wam do terminala numer 3, skorzystajcie z bezpłatnego pociągu Terminal Link, który zabierze Was do terminala numer 1, skąd można dojechać do centrum wspomnianą kolejką. Dodam, że to opcja szybsza od taksówki, w której spędzilibyście sporo czasu ze względu na korki. Toronto jest czwartym największym miastem na świecie. Ciężko więc wymagać od niego sprawnego poruszania się samochodami na ulicach.

Opłata za przejazd dla dorosłych w jedną stronę wynosi 12,35 CAD (dzieci do lat 12 – bezpłatnie). Bilety można zakupić na peronie w maszynach. Pierwszy pociąg z lotniska do centrum odjeżdża o 5.27, a ostatni o 00:57. Z kolei pierwszy odjazd z Union Station w kierunku Pearson Airport dostępny jest od godziny 4:55, zaś ostatni o 1:00. Pociągi kursują średnio co 15 minut (stan na grudzień 2019).

Walutą w Kanadzie jest CAD, czyli dolar kanadyjski (1CAD = 2,91zł, stan na grudzień 2019). Robiąc zakupy w Kanadzie pamiętajcie, że ceny na półkach sklepowych podano bez podatku, jak u sąsiadów w USA.

Co zobaczyć, mając zaledwie kilka godzin?

Koniecznie wybierzcie rejs na jedną z wysp! Miasto posiada ich aż 15! Zapewniają piękny, pocztówkowy widok na centrum biznesowe. Promy odpływają z Jack Layton Terminal. Wybraliśmy się tam zimą więc mieliśmy ograniczony wybór. W lutym dostępny był jedynie rejs na wyspę Ward.

Latem proponuję Center Island mającą więcej do zaoferowania, choć nie narzekamy, bo widoki były naprawdę super! Tutaj możecie sprawdzić godziny poszczególnych promów. Rejs na wyspę trwał około 15 minut. Promy kursują zazwyczaj co godzinę, a bilety kupicie w kasach przy terminalach. Cennik przedstawia się następująco:

Dorośli7,87 CAD
Młodzież (15 – 19 lat)
i seniorzy od 65 lat
5.16 CAD
Dzieci (2 – 14 lat)3.80 CAD
Dzieci do 2 latbezpłatnie

Po rejsie (zakładam, że na rejs w dwie strony i krótki spacer po Ward Island zejdzie Wam maksymalnie 2h) proponuję przykładową trasę, która z dłuższymi przystankami powinna zająć około 3 -3,5h. Możecie pobrać poniższą mapkę na swój telefon i zmodyfikować miejsca – w zależności od tego ile czasu macie na to miasto.

CN Tower jest dla Toronto równie ważna, co wieża Eiffla dla Paryża. Do czasu powstania Burj Khalifa w Dubaju była najwyższym budynkiem na świecie. Liczy 553,33 metrów wysokości – przy dobrej widoczności odwiedzający taras widokowy mogą dostrzec z niej nawet wodospady Niagara! Na samej górze znajduje się restauracja, która oferuje swoim klientom niesamowity widok na miasto, zmieniający się o 360 stopni (w ciągu 72 minut).

Budowa wieży telewizyjnej rozpoczęła się w 1973 roku. Ukończono ją w 1976 roku. Jest niezwykle wytrzymała – nawet trzęsienia ziemi (o sile 8,5 w skali Richtera) czy potężne wiatry (do 418km/h) nie są w stanie jej uszkodzić. W 1995 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Budownictwa doceniło CN Tower, nazywając ją cudem współczesnego świata. Ze względu na jej wysokość, błyskawice trafiają w nią średnio 75 razy w roku. Oczywiście zapewniono odpowiednią ochronę w postaci miedzianych pasów biegnących wzdłuż wieży do prętów uziemiających, które zakopano pod ziemią.

Informacje na temat biletów oraz rodzaje zwiedzania możecie znaleźć tutaj. My podziwialiśmy wieżę jedynie z dołu.

Hockey Hall of Fame zobaczyłyśmy jedynie z zewnątrz – nieświadome tego, co nas omija! Galeria sław hokeja została otwarta w 1961 roku. Obiekt oferuje wystawy interaktywne z najcenniejszymi trofeami National Hockey League. Bycie członkiem Hall of Fame to największe wyróżnienie dla kanadyjskich graczy, choć w upamiętnionych osobach znalazło się kilku sportowców spoza kraju. Informacje na temat biletów znajdziecie tutaj.

Gooderham Building to kanadyjski odpowiednik nowojorskiego Flatiron. Budynek w kształcie żelazka posiada pięć pięter (nowojorski ma ich aż 21). Powstał w 1890 roku – o dekadę szybciej niż amerykański. Nazwa wywodzi się od Williama Gooderhamena, założyciela gorzelni Gooderham&Worts. Znana była głównie z produkcji whishy i królowała nie tylko na rynku w kanadyjskie prowincji Ontario, ale i poza granicami kraju.

Z biegiem lat interes kręcił się coraz lepiej, dlatego też jeden z synów właściciela zlecił architektowi Davidowi Robertsowi stworzenie miejsca dla firmowych biur. W momencie powstania Gooderham building był najdroższym biurowcem w Toronto. Detale architektoniczne świadczą o tym, że rodzinka miała naprawdę sporo pieniędzy. Właściciel gorzelni zmarł w 1905 roku, a jego nazwisko widniało na liście najbogatszych osób w całej prowincji (Ontario). W budynku do dziś zachowała się jedna z najstarszych wind elektrycznych w mieście, ponoć bezpiecznych.

St Lawrence Market znajdujący się w pobliżu budynku-żelazka to bazar oferujący 120 stoisk z lokalnymi produktami, będący świetnym i tanim miejscem na obiad. Potwierdza to National Geographic, który w 2012 roku ogłosił go najlepszym rynkiem żywności na świecie. Hala, w której znajduje się targowisko pochodzi z 1850 roku.

Distillery District to jedno z najpopularniejszych miejsc w Toronto, które od 2003 roku stało się najmodniejszą atrakcją w mieście. W świetnie zachowanych budynkach z epoki wiktoriańskiej po wspomnianej wcześniej destylarni Gooderham&Worts utworzono puby, restauracje oraz pracownie artystyczne. Ich urok doceniało wiele reżyserów, którzy wykorzystywali tereny jako plan filmowy (m.in. nagrodzone Oscarem Chicago).

Mówi się, że Yonge-Dundan Square to odpowiednik nowojorskiego Times Square. Miejsce obwieszono kolorowymi szyldami reklamowymi na wielkoformatowych ekranach. Plac jest zatłoczony i gwarny, a jego centralne miejsce zajmuje scena, na której odbywają się bezpłatne koncerty i festiwale w miesiącach letnich, a także wieczorne projekcje filmów. Być może nie jest to dokładne odzwierciedlenie Times Square ale trzeba przyznać, że miejsce dodaje miastu Toronto energii.

Plac przylega do Yonge street, do 1999 roku uznawanej błędnie (!) za najdłuższą ulicę na świecie. Zapisała się nawet z tego powodu w księdze Guinessa. Jej długość liczono z autostradą 11 – łącznie miałaby 1896km. W rzeczywistości Yonge Street liczy 86km.

Wracając z Dundas Square do Union Station zobaczycie dwa ratusze miasta – dawny oraz teraźniejszy. Stary ratusz z 1899 roku obecnie jest siedzibą sądu. Okazała budowla powstała dzięki projektantowi o nazwisku Lennox (jego dziełem jest też m.in. casa Loma – neogotycki pałac, również w Toronto). Lennox miał rozmach i często nie potrafił nad nim zapanować, o czym świadczy konkretne przekroczenie budżetu na ratusz (o jakieś 600 tysięcy dolców). Nie szczędzono z tego powodu krytyki projektantowi. Nie pozwolono mu umieścić na budynku ratusza swojego nazwiska. Postanowił się jednak tym nie przejmować, podpisując się na murach budowli w mniej widocznym miejscu. Stosunek Lennoxa do hejtu ze strony zleceniodawców ratusza oddaje jego uśmiechnięte oblicze umieszczone na budynku wśród powykrzywianych twarzy rajców (nad głównym wejściem – Lennox to ten z wąsem).

Z kolei Nowy Ratusz służy miastu od 1965 roku. Projekt zlecono Finowi – Viljo Revella. Kształt budynku ma nawiązywać do złożonych rąk, między którymi znajduje się sala obrad.

Po drodze do Union Station możecie zajrzeć do Dominion Centre, które tworzą trzy czarne budynki znajdujące się na terenie Financial District. W letnie popołudnia na dziedzińcu odbywają się tam koncerty jazzowe.

Macie więcej czasu na zwiedzanie?

Czas, jaki mamy do dyspozycji w Toronto powoli dobiega końca. Jeśli macie go więcej, zajrzyjcie na Graffiti Alley z ogromną ilością przepięknych murali, które dane mi było zobaczyć tylko na zdjęciach w przewodniku. Chętnie wstąpiłabym też do neogotyckiego zamku Casa Loma. Lubicie klimaty typu Camden Town w Londynie? Odwiedźcie Kensington Market! Jeśli planujecie dwa dni w Toronto, polecam wybrać się na pobliskie wodospady Niagara!

Kierunek Kuba! Informacje praktyczne

Pod koniec stycznia spełniło się moje marzenie – poznanie kraju będącego twierdzą socjalizmu, skupiskiem zaradnych ludzi i zabytkowych samochodów z radiem grającym na cały regulator. Na Kubie spędziłyśmy 2 tygodnie i 4 dni. Mam nadzieję, że poniższy wpis okaże się pomocny w podróży – dajcie znać, jeśli tak będzie!

KSIĄŻKI I FILMY:

Zdecydowanie warto ogarnąć temat Kuby przed wyjazdem. Oto moja lista, która pomogła mi lepiej zrozumieć ten kraj. Nie myślicie o podróży w te strony? Po lekturze poniższych książek lub obejrzeniu wymienionych filmów Kuba pojawi się w Waszych planach!

  • M. Kurlansky, Hawana – podzwrotnikowe delirium [książka] – wszystkie informacje przekazano zwięźle i interesująco. Autor skupia się głównie na stolicy, choć znajdziecie w niej sporo zapisków na temat całej wyspy.
  • M. Stasiński, Diabeł umiera w Hawanie [książka] – zbiór reportaży traktujących o kubańskim społeczeństwie i tamtejszej polityce.
  • K. Mroziewicz, Fidelada [książka] – obserwacje życia na Kubie sporządzane przez autora, który wiele razy wpadał na wyspę, a w późniejszym czasie nawet tam mieszkał. Jest naprawdę „w temacie”.
  • Kamerzysta na Kubie [film, Netflix] – dokument ukazujący losy trzech kubańskich rodzin na przestrzeni 40 lat.  G e n i a l n y !
  • Kuba Libre. Historia gorącej wyspy [serial, Netflix] – streszczenie kubańskiej historii w ośmiu interesujących odcinkach.

KIEDY JECHAĆ NA KUBĘ?

Jestem przekonana, że jakąkolwiek datę wyjazdu byśmy nie wybrały to i tak zaliczyłybyśmy ten wypad do udanych. Niemniej jednak, aby w pełni cieszyć się pobytem warto znać warunki na Kubie w poszczególnych porach roku. Wiosna, lato, jesień, zima? Nie o takie okresy chodzi. W tych stronach istnieje podział na:

  • porę suchą (październik – maj),
  • porę deszczową (czerwiec – wrzesień).

Odradza się podróżowania na Kubę pomiędzy wrześniem a listopadem. To okres huraganów na Karaibach. Najlepiej wybrać się tam w porze suchej. Temperatury powietrza oscylują wtedy w granicy 20-25 stopni – choć trzeba przyznać, że taka prognoza nie do końca sprawdziła się u nas. Przynajmniej nie na początku wypadu. Odwiedziłyśmy Kubę na przełomie stycznia i lutego. Hawana przywitała nas  wtedy ulewą i 14 stopniami. Po dwóch dniach wróciło słońce i przyjemne 20 stopni, ale wieczorami temperatura spadała nawet do 7 stopni. Pamiętajcie o długich spodniach i kurtce podczas pakowania.

IMG_0249
„Jedź na Kubę” – mówili. „Będzie ciepło” – mówili…

Pora deszczowa zaserwuje Wam konkretne upały. W tym okresie temperatura rzadko spada poniżej 30 stopni w ciągu dnia. Dodajcie do tego tropikalny klimat wyspy i macie warunki, które będą nie do zniesienia. Jakie są plusy wyjazdu w tym okresie? Mark Kurlansky w swojej książce Hawana – podzwrotnikowe delirium twierdzi, że upały i pot mieszkańców to nieodzowny element kubańskiej rzeczywistości. Podkreśla, że kto nie doświadczył na Kubie tak wysokich temperatur, nie doświadczył Kuby. Pisze, że prawdziwy Kubańczyk chodzi jedynie w cieniu kamienic. Wentylatory to nieodzowny element każdego domostwa na Kubie. Kubańczycy nie mogą uwierzyć, że nie posiadamy ich w polskich domach, skoro mamy ciepłe lato. Nie są one nam jednak tak potrzebne, jak na Kubie – oprócz wysokich temperatur występuje tam klimat tropikalny. Z kolei na próżno szukać u nich kaloryferów (widziałyśmy je tylko w kilku domach) – mimo, że noce są naprawdę chłodne.

Pogoda to ważny wyznacznik daty wyjazdu, ale nie jedyny. Karnawał w Santiago de Cuba to wielkie wydarzenie. Skalę jego świętowania porównuje się do Rio de Janeiro. Taki powód w pełni usprawiedliwia wybór lipca jako swojego miesiąca podróży na Kubę – mimo, że jest to środek pory deszczowej. Poza tym, nam również trafił się deszcz i silny wiatr, a nawet tornado. Tak naprawdę będąc przez większość czasu bez Internetu i telewizji dowiedziałam się o nim od znajomych, pytających czy jestem cała. 

JAK DOSTAĆ SIĘ NA KUBĘ?

W celu znalezienia najdogodniejszego lotu w korzystnej cenie polecam wyszukiwarki połączeń skyscanner i esky. Za bilet w dwie strony zapłaciłyśmy 2100zł (z bagażem podręcznym, rejestrowanym oraz ich ubezpieczeniem). Cena była dobra, choć można trafić taniej. Skorzystałyśmy z usług Air Canada i leciałyśmy z Warszawy do Hawany. Po drodze miałyśmy dwie przesiadki – w Monachium i Toronto.

KARTA TURYSTY I UBEZPIECZENIE:

Te rzeczy oficjalnie sprawdzają na lotnisku (nieoficjalnie: sprawdzono nam jedynie kartę turysty). Kartę turysty można zakupić w cenie 22 euro (gotówką) w Ambasadzie Kuby w Warszawie. Jeśli komuś nie po drodze do stolicy, w Internecie znajdziecie masę biur podróży w całej Polsce, które się tym zajmują. W niektórych biurach można załatwić ją sobie od ręki. Do wyrobienia potrzebne jest ksero paszportu ważnego co najmniej 6 miesięcy od wjazdu na Kubę, bilet lotniczy i adres pierwszego meldunku na Kubie. Należy też zadbać o ubezpieczenie (firmy ogarniające kartę turysty często proponują wszystko za jednym razem). Byle nie amerykańskie – takich na Kubie nie uznają… Kartę podzielono na dwie części – pierwszą zabierają Wam przy wjeździe na wyspę, a drugą przy wyjeździe.

AIR CANADA  – O CZYM TRZEBA PAMIĘTAĆ?

Jeśli skorzystacie z usług Air Canada, otrzymacie kartę turysty gratis na pokładzie samolotu (w przypadku przesiadek zostanie Wam ona wręczona na ostatnim odcinku lotu). Nawet jeśli połowa pracowników lotniska wmawia Wam, że musicie ją mieć już przy pierwszym locie, to wcale tak nie jest. Wówczas zaproście ich przełożonego, który po sprawdzeniu tego faktu przyzna Wam rację (checked).

Skorzystałyśmy z przesiadki w Toronto (9h), odbywając spacer po mieście i rejs. W przypadku dotarcia do Kanady drogą lotniczą władze wymagają electronic Transit Authorization (eTa), nawet jeśli planujecie tylko przesiadkę. Osoby wkraczające na teren Kanady samochodem czy statkiem nie muszą się o to martwić. Pozyskanie eTa jest szybkie i proste: na tej stronie wypełniacie wniosek, po czym wpłacacie 11CAD (ok. 30zł) na wskazane tam konto. Po kilkunastu godzinach na Waszego maila dotrze gotowa eTa, którą należy wydrukować i pokazać na lotnisku.

Toronto
Kiedy ławka jest mokra i uniemożliwia zdjęcia „na zamyślonego”

DOJAZD Z LOTNISKA: 

Wylądowałyśmy w Hawanie w nocy, więc zdecydowałyśmy się na taksówkę spod lotniska. Kurs do centrum miasta to 20-30 CUC (tak było w styczniu 2019). Cena zależy od godziny korzystania z taksówki i zdolności negocjacyjnych. My zapłaciłyśmy za kurs nocny 30CUC. Kierowca dziwnym trafem nie mógł znaleźć adresu – nie zważając na udzielane przez nas wskazówki GPS. Za dodatkowe kilometry spowodowane szukaniem naszego miejsca zamieszkania zażyczył sobie napiwek. Kuba od samego początku uczuliła nas na takie akcje. Wymuszanie napiwku zdarza się w tym kraju często.

lotnisko hawana

PORUSZANIE SIĘ PO KUBIE:

Uprzedzam, że Google Maps nie bardzo się tam spisze. W jaki sposób poruszać się po Kubie? Warto pobrać aplikację Maps me. To darmowy GPS działający offline (wcześniej należy jedynie ściągnąć mapę wybranego obszaru). Jest bardzo prosty w obsłudze. To nie jedyna nawigacja działająca bez Internetu, ale naprawdę spisała się podczas naszego pobytu na wyspie.

TRANSPORT NA WYSPIE:

Jako, że podróżowałyśmy z dziewczynami we czwórkę, mogłyśmy pozwolić sobie na podróże taksówką. Starałyśmy się negocjować z kierowcą tak, aby cena finalna wyniosła tyle, ile bilet autobusu na wybranym odcinku. Zazwyczaj udało się nam to osiągnąć. Tak naprawdę cena zależy od Waszego uporu.

Kiedy pewien Pan podrzucił nas pod dworzec (skąd najlepiej łapać taksówkę), kierowcy omal nie wskoczyli nam do auta, przekrzykując się w cenie. Nie zdążyłyśmy nawet oznajmić, że potrzebujemy podwózki, a odniosłam wrażenie, że targują się już o nas między sobą. Que se calmen! (niech się uspokoją) – krzyknął nasz kierowca do taksówkarzy. Nie byłyśmy nawet w stanie wyjść z samochodu. Miły Pan odstawił nas (oczywiście nie za darmo), życząc powodzenia w targowaniu. No i zaczęło się. Przed przyjazdem słyszałyśmy, że za kurs z Hawany do Viñales powinno się zapłacić jakieś 20 CUC za osobę. Taka cena rozbawiła gromadkę taksówkarzy pod dworcem. Po dłuższej chwili i upartym powtarzaniu, że szukamy podwózki w tej cenie jeden z nich w końcu zabrał nas do Viñales.

Jak nie przepłacić za Taxi na Kubie? Nie przejmujcie się gadką niektórych gospodarzy o niebezpieczeństwie w przypadku skorzystania z niesprawdzonych przez nich taksówek. Wiadomo, że wszędzie trzeba na siebie uważać. Najczęściej jednak troska ta wynika z wciśnięcia Wam podwózki znajomego. Zanim zdecydujecie się na auto proponowane przez właściciela casy, sprawdźcie jaką cenę proponują taksówkarze na mieście. Niektórzy gospodarze lubią doliczać sobie procencik za pośredniczenie w załatwieniu sprawy lub starają się windować ceny do góry dla dobra znajomych, będących Waszymi potencjalnymi kierowcami. Wielu z nich proponowało uczciwą kwotę, choć znaleźli się też tacy z ceną dwukrotnie wyższą.

Za wykonany kurs na Kubie zawsze płaci się po dotarciu do wybranego miejsca. Wiem, że jest to oczywiste, ale jeden z kierowców poprosił o zapłatę przed rozpoczęciem (grzecznie poinformowałyśmy go, że jest to niemożliwe). Przed wyruszeniem należy potwierdzić cenę ostateczną u taksówkarza. Nie ma opcji na żaden zadatek lub przetrzymanie dokumentów. Cwaniaczków zarabiających w ten sposób na turystach nie brakuje, o czym również wspominali nasi gospodarze.

Wbrew wyraźnej granicy pomiędzy Kubańczykami a turystami, kilku kierowców chętnie opowiedziało nam o życiu na Kubie, ich rodzinie czy pracy. Rozkręcali imprezę w aucie z hitami na cały regulator i włączali się do gry w czółko (zgadywanie piosenek po nuceniu), o której wcześniej nie słyszeli. Dobrze, że wzięłyśmy słodycze z Polski – trafiały w dobre ręce.

btrhdr
Nasz pierwszy kubański zimny łokieć po Hawanie miał miejsce w tym samochodzie

Jeśli wybieracie się na Kubę w mniejszym składzie i nie znaleźliście nikogo, z kim moglibyście dzielić taksówkę, możecie skorzystać z usług AUTOBUSU VIAZUL. Bilety można zakupić w informacji turystycznej, ich biurach firmowych lub online (przed odjazdem wydruk z Internetu wymienia się na oryginalny  bilet – zarezerwujcie więc sobie trochę czasu na stanie w kolejce). Nie zdziwcie się kiedy na Karaibach usłyszycie, że na autobus woła się guagua (głagła). Z kolei w Chile, Peru i Ekwadorze mieszkańcy określają tym wyrazem małe dziecko. Zadbajcie o bilety autobusowe wcześniej – szybko wyprzedają się na popularnych trasach. Musicie też wiedzieć, że w czasie podróży kierowca podkręca klimę do granic możliwości. Warto wziąć ze sobą jakieś okrycie, aby uniknąć odmrożeń.

Droższą propozycją poznania Kuby zza szyby samochodu, która cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem wśród turystów są LUKSUSOWE KABRIOLETY. Oferują przejazd w cenie 30-40CUC za godzinę. Nie skorzystałyśmy z tej atrakcji, nie tylko ze względów ekonomicznych. Zamawiając jakikolwiek samochód na Kubie podjedzie po Was perełka motoryzacji. Trzeba przyznać, że te droższe są w znacznie lepszym stanie ale wolałyśmy zaoszczędzić tę kwotę na inne atrakcje i cieszyć się przejażdżką równie ciekawymi, aczkolwiek często dobitymi taksówkami w niższej cenie.

Jakim cudem luksusowe kabriolety są w tak dobrym stanie? Mimo, że na masce widnieje napis Chevrolet, najprawdopodobniej silnik pochodzi od nowszego samochodu. Warto dodać, że kierowcy takich samochodów to obecnie jedna z najlepiej zarabiających grup na Kubie. Osoby pracujące w sektorze turystycznym i posługujące się językiem angielskim mogą liczyć na lepsze warunki życia na wyspie.

Na Kubie istnieje też tańsza wersja podwózki, tzw. TAXI COLLECTIVO. Odjeżdża tylko wtedy, gdy zbierze się komplet osób (łatwo je zlokalizować na dworcach w danych miejscowościach). Zazwyczaj nie trzeba na to długo czekać. Kierowca życzy sobie za przejazd grosze. Dosłownie. Kurs z jednego krańca Matanzas do drugiego kosztował 10CUP (10-15 groszy?). Oczywiście taka cena obowiązuje miejscowych. Widząc turystów kierowca momentalnie aktualizuje cennik. Wartość kursu zależy więc od Waszych zdolności negocjacyjnych. Niestety nie korzystałyśmy z tego środka transportu. Taksówki używałyśmy głównie do przemieszczania się między miastami. Każde Taxi Collectivo miało słabe szanse na to, że pomieści nasze wszystkie bagaże.

IMG_3372.jpg

O wynajmie ROWERÓW na Kubie wspomnę przy okazji omawiania planu podróży. Nie spodziewajcie się jakiś górskich śmigaczy – dodam tylko, że warto sprawdzać stan ich hamulców, zanim zdecydujecie się na wypożyczenie. Rower na cały dzień kosztował nas 5CUC. Gdzie je wypożyczać? Zapytajcie gospodarzy miejsca, w którym się zatrzymacie. Oni wiedzą wszystko i wszystko Wam załatwią. Czasami doliczą sobie coś za usługę, ale kwoty te i tak będą mało znaczące.

2
Nawigacja pokazuje, że trasa jaką chcecie odbyć samochodem jest krótsza niż to, co próbują Wam wmówić właściciele? Zaufajcie gospodarzom i weźcie pod uwagę stan kubańskich dróg.

Kolejny środek transportu na Kubie to COCO TAXI – motocykl z doczepionym siedzeniem w kształcie kokosa. Oczywiście jest to opcja tylko na krótkie dystanse. Kierowcy życzą sobie 7-10 CUC za godzinny kurs po Hawanie.

BICI TAXI to kolejna popularna forma przemieszczania się na Kubie i jeden z najtańszych środków transportu. Nawet Kubańczycy korzystają z Bici Taxi. Nie czułabym się komfortowo kiedy ktoś musiałby pedałować za dwóch, choć Panowie z pewnością są do tego przyzwyczajeni. Pewnie nie byliby zadowoleni, że robię im w tym momencie średnią reklamę, nie pochwalając tego środka transportu z wyrzutów sumienia.

W informacjach praktycznych powinny się również znaleźć kwestie noclegu, jedzenia oraz plan podróży. Chciałabym przekazać Wam naprawdę sporo o Kubie, więc przygotuję wspomniane tematy w osobnych wpisach.

Zachęcam do poczytania pozostałych artykułów: