Toronto – zwiedzanie w kilka godzin

Największe miasto w Kanadzie zobaczyłyśmy dzięki 9-godzinnej przesiadce. Toronto jest niesamowitym multikulti z prawdziwego zdarzenia (50% mieszkańców to imigranci). Do jakiego miasta można je porównać? Według nas jest to spokojniejsza wersja Nowego Jorku. Naszą teorię zdaje się potwierdzać plac Dundan, będący kanadyjską wersją Times Square. O podobieństwie świadczyć może również jego dawna nazwa – do 1834 roku miasto nazywało się Jork.

Kojarzycie tamtejsze ulice z filmów? Nic dziwnego, Toronto jest trzecim największym miejscem produkcji filmowej w Ameryce Północnej, które wydało na świat mnóstwo gwiazd kina, m.in. Jima Carrey. Skoro Kanadyjczycy nie uważają tego miasta za zbyt atrakcyjne to nie wyobrażam sobie, co mogą zaoferować nam pozostałe tamtejsze aglomeracje!

Kanada to drugi największy kraj na świecie (zaraz po Rosji), w którym włada się zarówno językiem angielskim, jak i francuskim. Najbardziej emocjonującym sportem nie jest w Kanadzie piłka nożna, a hokej. Otoczonemu przez trzy oceany krajowi zawdzięczamy m.in. wynalezienie telewizora, pralki, zamka błyskawicznego oraz… Supermena. Pierwszy raz zainteresowałam się tą częścią świata po wyjeździe kuzynki do Toronto na Światowe Dni Młodzieży w 2002 roku. Podziwiałam na jej zdjęciach m.in. niesamowite wodospady Niagara, które udało mi się zobaczyć od strony amerykańskiej 13 lat później. Obecnie moim marzeniem związanym z tym krajem jest spacer po Vancouver, które bezwzględnie zgarnia pierwsze miejsca w rankingach na najlepsze miasto do życia. Chciałabym też zobaczyć Churchill zamieszkiwane przez niedźwiedzie polarne. Prawdopodobieństwo zobaczenia takiego miśka jest na tyle duże, że w miasteczku nikt nie zamyka swoich samochodów – w razie potrzeby służą za schronienie.

Toronto to zaledwie kawałeczek przepięknej Kanady, który nie zawiódł i rozbudził jeszcze większą chęć na poświęcenie temu krajowi zdecydowanie więcej czasu i uwagi!

Po niespełna trzech tygodniach na Kubie dziwnie było spacerować sobie po ulicach bez zaczepek przechodniów i brania nas za chodzące portfele (niech ta mała wzmianka o Kubie nie zniechęca Was do odwiedzin tego niezwykłego kraju – zapraszam do poczytania wpisów o wyspie!). Burger zjedzony w Toronto wydawał się najlepszym na świecie. Możliwe, że oprócz fantastycznego dania wynikało to raczej z tęsknoty za inną kuchnią niż kubańską, niebędącą moim faworytem.

Do burgera podano nam colę w wazonie (bo tak wielkiej szklanki jeszcze nie widziałam, chyba że u sąsiadów w USA). Do tego, bambusowa słomka. Ciężko znaleźć jej plastikowy odpowiednik w Toronto. Władze Kanady zapowiedziały, że w 2021 roku zamierzają wprowadzić zakaz jednorazowych plastików – choć mieszkańcy najwyraźniej stosują się do tego już teraz. Wracając do tematu restauracji – ze względu na to, że miasto zamieszkują imigranci, możecie spróbować tam świetnej kuchni z całego świata!

Potrawa, która kojarzy się z Kanadą jest Poutine. To przekąska składająca się z frytek, charakterystycznego sera i sosu pieczeniowego. Nie łączyłabym jednak Poutine z Toronto, gdyż jest ona raczej typowa dla innej części Kanady (prowincja Quebec).

Jak dostać się do Kanady?

Proponuję skorzystać z wyszukiwarki lotów esky lub scyscanner, gdzie możecie porównać oferty linii lotniczych i wybrać najdogodniejszą opcję. My korzystałyśmy z Air Canada. Odbyłyśmy lot z Warszawy na Hawanę, z przesiadkami w Monachium i Toronto. Lot z Polski do Kanady oscyluje w granicach 1600-3000zł, choć często trafiają się świetne okazje (kwiecień 2019 – lot w dwie strony można było zakupić w cenie 1100zł).

Dotrzecie do Kanady samolotem? Potrzebujecie eTa!

W przypadku dotarcia do Kanady drogą lotniczą władze wymagają dokumentu eTa, czyli electronic Transit Authorization, nawet jeśli planujecie w Kanadzie jedynie przesiadkę. Osoby wkraczające na teren Kanady samochodem czy statkiem nie muszą się o to martwić. Pozyskanie eTa jest szybkie i proste: na tej stronie wypełniacie wniosek, po czym wpłacacie 7CAD (23.12.2019) na wskazane tam konto. Po kilkunastu godzinach na Waszego maila dotrze gotowa eTa, którą należy wydrukować i pokazać na lotnisku.

Zazwyczaj eTA zostanie zaakceptowana w kilka minut od złożenia wniosku, choć w niektórych przypadkach można czekać na dokument kilka dni. W razie jakichkolwiek problemów z wnioskiem zadbajcie o te formalności wcześniej, aby wszystko odbyło się bezstresowo. ETA jest ważna na 5 lat od jej wydania, chyba że Wasz paszport straci ważność lub urzędnik imigracyjny z jakiegoś powodu cofnie ważność tego dokumentu. Okres pobytu na podstawie eTa wynosi maksymalnie 6 miesięcy – zabrania się się w tym czasie pracy czy studiowania w Kanadzie – do tego potrzebne Wam będą inne papierki.

Jak dojechać z lotniska Toronto Pearson do centrum miasta?

Jest sporo opcji. Przechodząc do sedna, zaproponuję Wam najdogodniejszą – Union Pearson Express. Wygodny pociąg zabierze Was do centrum Toronto w niecałe 25 minut. Kursuje do Union Station z lotniska Pearson, a dokładniej z terminala nr 1 (kierujcie się znakami „pociąg do miasta”. Jeśli bliżej Wam do terminala numer 3, skorzystajcie z bezpłatnego pociągu Terminal Link, który zabierze Was do terminala numer 1, skąd można dojechać do centrum wspomnianą kolejką. Dodam, że to opcja szybsza od taksówki, w której spędzilibyście sporo czasu ze względu na korki. Toronto jest czwartym największym miastem na świecie. Ciężko więc wymagać od niego sprawnego poruszania się samochodami na ulicach.

Opłata za przejazd dla dorosłych w jedną stronę wynosi 12,35 CAD (dzieci do lat 12 – bezpłatnie). Bilety można zakupić na peronie w maszynach. Pierwszy pociąg z lotniska do centrum odjeżdża o 5.27, a ostatni o 00:57. Z kolei pierwszy odjazd z Union Station w kierunku Pearson Airport dostępny jest od godziny 4:55, zaś ostatni o 1:00. Pociągi kursują średnio co 15 minut (stan na grudzień 2019).

Walutą w Kanadzie jest CAD, czyli dolar kanadyjski (1CAD = 2,91zł, stan na grudzień 2019). Robiąc zakupy w Kanadzie pamiętajcie, że ceny na półkach sklepowych podano bez podatku, jak u sąsiadów w USA.

Co zobaczyć, mając zaledwie kilka godzin?

Koniecznie wybierzcie rejs na jedną z wysp! Miasto posiada ich aż 15! Zapewniają piękny, pocztówkowy widok na centrum biznesowe. Promy odpływają z Jack Layton Terminal. Wybraliśmy się tam zimą więc mieliśmy ograniczony wybór. W lutym dostępny był jedynie rejs na wyspę Ward.

Latem proponuję Center Island mającą więcej do zaoferowania, choć nie narzekamy, bo widoki były naprawdę super! Tutaj możecie sprawdzić godziny poszczególnych promów. Rejs na wyspę trwał około 15 minut. Promy kursują zazwyczaj co godzinę, a bilety kupicie w kasach przy terminalach. Cennik przedstawia się następująco:

Dorośli7,87 CAD
Młodzież (15 – 19 lat)
i seniorzy od 65 lat
5.16 CAD
Dzieci (2 – 14 lat)3.80 CAD
Dzieci do 2 latbezpłatnie

Po rejsie (zakładam, że na rejs w dwie strony i krótki spacer po Ward Island zejdzie Wam maksymalnie 2h) proponuję przykładową trasę, która z dłuższymi przystankami powinna zająć około 3 -3,5h. Możecie pobrać poniższą mapkę na swój telefon i zmodyfikować miejsca – w zależności od tego ile czasu macie na to miasto.

CN Tower jest dla Toronto równie ważna, co wieża Eiffla dla Paryża. Do czasu powstania Burj Khalifa w Dubaju była najwyższym budynkiem na świecie. Liczy 553,33 metrów wysokości – przy dobrej widoczności odwiedzający taras widokowy mogą dostrzec z niej nawet wodospady Niagara! Na samej górze znajduje się restauracja, która oferuje swoim klientom niesamowity widok na miasto, zmieniający się o 360 stopni (w ciągu 72 minut).

Budowa wieży telewizyjnej rozpoczęła się w 1973 roku. Ukończono ją w 1976 roku. Jest niezwykle wytrzymała – nawet trzęsienia ziemi (o sile 8,5 w skali Richtera) czy potężne wiatry (do 418km/h) nie są w stanie jej uszkodzić. W 1995 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Budownictwa doceniło CN Tower, nazywając ją cudem współczesnego świata. Ze względu na jej wysokość, błyskawice trafiają w nią średnio 75 razy w roku. Oczywiście zapewniono odpowiednią ochronę w postaci miedzianych pasów biegnących wzdłuż wieży do prętów uziemiających, które zakopano pod ziemią.

Informacje na temat biletów oraz rodzaje zwiedzania możecie znaleźć tutaj. My podziwialiśmy wieżę jedynie z dołu.

Hockey Hall of Fame zobaczyłyśmy jedynie z zewnątrz – nieświadome tego, co nas omija! Galeria sław hokeja została otwarta w 1961 roku. Obiekt oferuje wystawy interaktywne z najcenniejszymi trofeami National Hockey League. Bycie członkiem Hall of Fame to największe wyróżnienie dla kanadyjskich graczy, choć w upamiętnionych osobach znalazło się kilku sportowców spoza kraju. Informacje na temat biletów znajdziecie tutaj.

Gooderham Building to kanadyjski odpowiednik nowojorskiego Flatiron. Budynek w kształcie żelazka posiada pięć pięter (nowojorski ma ich aż 21). Powstał w 1890 roku – o dekadę szybciej niż amerykański. Nazwa wywodzi się od Williama Gooderhamena, założyciela gorzelni Gooderham&Worts. Znana była głównie z produkcji whishy i królowała nie tylko na rynku w kanadyjskie prowincji Ontario, ale i poza granicami kraju.

Z biegiem lat interes kręcił się coraz lepiej, dlatego też jeden z synów właściciela zlecił architektowi Davidowi Robertsowi stworzenie miejsca dla firmowych biur. W momencie powstania Gooderham building był najdroższym biurowcem w Toronto. Detale architektoniczne świadczą o tym, że rodzinka miała naprawdę sporo pieniędzy. Właściciel gorzelni zmarł w 1905 roku, a jego nazwisko widniało na liście najbogatszych osób w całej prowincji (Ontario). W budynku do dziś zachowała się jedna z najstarszych wind elektrycznych w mieście, ponoć bezpiecznych.

St Lawrence Market znajdujący się w pobliżu budynku-żelazka to bazar oferujący 120 stoisk z lokalnymi produktami, będący świetnym i tanim miejscem na obiad. Potwierdza to National Geographic, który w 2012 roku ogłosił go najlepszym rynkiem żywności na świecie. Hala, w której znajduje się targowisko pochodzi z 1850 roku.

Distillery District to jedno z najpopularniejszych miejsc w Toronto, które od 2003 roku stało się najmodniejszą atrakcją w mieście. W świetnie zachowanych budynkach z epoki wiktoriańskiej po wspomnianej wcześniej destylarni Gooderham&Worts utworzono puby, restauracje oraz pracownie artystyczne. Ich urok doceniało wiele reżyserów, którzy wykorzystywali tereny jako plan filmowy (m.in. nagrodzone Oscarem Chicago).

Mówi się, że Yonge-Dundan Square to odpowiednik nowojorskiego Times Square. Miejsce obwieszono kolorowymi szyldami reklamowymi na wielkoformatowych ekranach. Plac jest zatłoczony i gwarny, a jego centralne miejsce zajmuje scena, na której odbywają się bezpłatne koncerty i festiwale w miesiącach letnich, a także wieczorne projekcje filmów. Być może nie jest to dokładne odzwierciedlenie Times Square ale trzeba przyznać, że miejsce dodaje miastu Toronto energii.

Plac przylega do Yonge street, do 1999 roku uznawanej błędnie (!) za najdłuższą ulicę na świecie. Zapisała się nawet z tego powodu w księdze Guinessa. Jej długość liczono z autostradą 11 – łącznie miałaby 1896km. W rzeczywistości Yonge Street liczy 86km.

Wracając z Dundas Square do Union Station zobaczycie dwa ratusze miasta – dawny oraz teraźniejszy. Stary ratusz z 1899 roku obecnie jest siedzibą sądu. Okazała budowla powstała dzięki projektantowi o nazwisku Lennox (jego dziełem jest też m.in. casa Loma – neogotycki pałac, również w Toronto). Lennox miał rozmach i często nie potrafił nad nim zapanować, o czym świadczy konkretne przekroczenie budżetu na ratusz (o jakieś 600 tysięcy dolców). Nie szczędzono z tego powodu krytyki projektantowi. Nie pozwolono mu umieścić na budynku ratusza swojego nazwiska. Postanowił się jednak tym nie przejmować, podpisując się na murach budowli w mniej widocznym miejscu. Stosunek Lennoxa do hejtu ze strony zleceniodawców ratusza oddaje jego uśmiechnięte oblicze umieszczone na budynku wśród powykrzywianych twarzy rajców (nad głównym wejściem – Lennox to ten z wąsem).

Z kolei Nowy Ratusz służy miastu od 1965 roku. Projekt zlecono Finowi – Viljo Revella. Kształt budynku ma nawiązywać do złożonych rąk, między którymi znajduje się sala obrad.

Po drodze do Union Station możecie zajrzeć do Dominion Centre, które tworzą trzy czarne budynki znajdujące się na terenie Financial District. W letnie popołudnia na dziedzińcu odbywają się tam koncerty jazzowe.

Macie więcej czasu na zwiedzanie?

Czas, jaki mamy do dyspozycji w Toronto powoli dobiega końca. Jeśli macie go więcej, zajrzyjcie na Graffiti Alley z ogromną ilością przepięknych murali, które dane mi było zobaczyć tylko na zdjęciach w przewodniku. Chętnie wstąpiłabym też do neogotyckiego zamku Casa Loma. Lubicie klimaty typu Camden Town w Londynie? Odwiedźcie Kensington Market! Jeśli planujecie dwa dni w Toronto, polecam wybrać się na pobliskie wodospady Niagara!

2-3 dni w Paryżu. Co zobaczyć? Część II

Zapraszam na drugą część trasy. Poniższy wpis to pomysł na kolejny dzień (ewentualnie dwa) zwiedzania Paryża. Nasz plan wyglądał następująco: Katakumby Paryskie – Dzielnica Łacińska: Panteon – Ogród Luksemburski – fontanna Saint Michel i Rue du Chat qui Peche – Notre Dame – Sainte Chapelle – Pałac Sprawiedliwości – Pompidou – dzielnica Le Marais – plac Bastylii.

Przegapiliście poprzednie wpisy o Paryżu? Podrzucam linki do pozostałych:

Na dzień dobry wjechało konkretne memento mori. Kto by pomyślał, że w mieście miłości znajdziecie atrakcję witającą chłodnym „Stój, to wejście do Imperium Śmierci”. KATAKUMBY PARYSKIE to zbiór szczątek 6 milionów Paryżan z różnych okresów czasu. Miejsce jest przerażające i bynajmniej nie chodzi o klimat ale o zachowanie niektórych odwiedzających, strzelających sobie tam selfie foteczki z pozostałościami po mieszkańcach Paryża. Nigdy nie zapomnę turystki podsumowującej czaszki ułożone w serce donośnym it’s sooo sweet, które wydobyło się zza aparatu pstrykającego zakazanym fleszem w każdą stronę.

Katakumby paryskie rozciągają się na 770 hektarach! XVIII-wieczne cmentarze były tak przeludnione, że obawiano się epidemii dżumy. Stworzono więc podziemne pomieszczenia, w których gromadzono zwłoki. Wśród nich znajdziecie szczątki Robespierre i Dantona. W czasie II wojny światowej było to centrum tajnych spotkań francuskiego ruchu oporu. Od XIX wieku można je odwiedzać, choć turystom udostępniono niewielki procent całej powierzchni. Od 1995 roku wzmożono środki ostrożności i powiększono ilość pracowników. Powodem było… zbyt wiele imprez w katakumbach organizowanych przez osoby zwiedzające je samodzielnie. Trasa udostępniona dla odwiedzających liczy 2km. Przy wyjściu sprawdzane są Paniom torebki. Wiele razy zapobiegano w ten sposób wynoszeniu fragmentów kości na pamiątkę… Jeśli będziecie w Paryżu jedynie dwa dni i to w sezonie – odpuśćcie sobie katakumby. W grudniu stałyśmy tam w kolejce ponad godzinę – latem doliczcie sobie kilka godzinek więcej. Zwiedzanie powinno Wam zająć jakieś 1,5h. Bilety wstępu: 13 euro (ulgowy 11 euro). Audioprzewodniki (niedostępne w języku polskim) to koszt 5 euro. Godziny otwarcia: codziennie od 10:00 do 20:30. 

DZIELNICY ŁACIŃSKIEJ znajdziecie kilka dobrych i tanich miejsc na obiad. Kręte uliczki obrazują wygląd Paryża w czasach średniowiecznych. To część miasta, która uchroniła się od kompletnej przebudowy zgodnie z PROJEKTEM HAUSSMANA (wyburzono 60% miasta aby stworzyć miejsce na nowe budynki i ulice). Jak było kiedyś? Zakładam, że XVII-wieczna stolica Francji nie przypadłby Wam do gustu. Obowiązkowym gadżetem przy wyjściu na ulice był parasol. Bynajmniej nie chodziło tu o warunki pogodowe ale o ochronę przed fekaliami, którymi mieszkańcy chlustali z okien z każdej strony. Spacer wśród rwącego rynsztoku niemogącego uporać się ze swoją zawartością był wtedy czymś normalnym. Do dziś zachowało się kilka z nich – oczywiście to tylko pamiątka po dawnych czasach, a nie ujście dla ścieków. W takich warunkach była to wylęgarnia zarazków. Liczba ludności rosła, a kilkupiętrowe domy z dobudówkami nie były w stanie wszystkich pomieścić.

Kolejnym argumentem przemawiającym za słusznością projektu Haussmana był fakt, iż ciężko było poruszać się po mieście. Pomysł znalazł sporo zwolenników, choć nie obyło się bez krytyki. Ludzie zarzucali władzom i architektowi, że dopuszcza się eksperymentu na żywym organizmie. Udało się poprawić warunki życia, rozszerzając system kanalizacyjny, stworzono szerokie bulwary i oświetlenie na ulicy. Pojawiły się parki, symetryczny układ ulic i sporo budynków neoklasycznych. Dzisiejsze ulice tej części miasta są gwarne i tętnią życiem studenckim. To wysyp kawiarni, barów, restauracji, kin, muzeów, uniwersytetów i zabytkowych kościołów. Nazwa wzięła się od łaciny, którą można było tam usłyszeć w czasach średniowiecza na każdym kroku.

Spacer po Dzielnicy Łacińskiej rozpocznijcie od PANTEON(na poniższym zdjęciu, wstęp w godzinach 10:00 – 18:30, bilety: 7 euro, ulgowy dla młodzieży w wieku 18- 25, bezpłatnie – poniżej 18 lat). To kościół i mauzoleum z 1789 roku, w którym pochowano 73 niezwykle ważne dla Francji osobistości (m.in. Maria Skłodowska-Curie). Ludwik XV wzniósł go w podzięce za odzyskanie zdrowia. Pochówek w Panteonie był największym zaszczytem, jakiego może dostąpić Francuz, choć obserwując wydarzenia z najwcześniejszych lat mauzoleum to nie byłabym tego taka pewna. Pierwsze złożone ciało przepadło – usunięto je przez Francuzów podczas rewolucji. Kawałek dalej mieści się jeden z najstarszych uniwersytetów – SORBONA. 

20170621_174455

Przechodzimy do kolejnego miejsca, które odwiedziłyśmy latem. Mowa o OGRODZIE LUKSEMBURSKIM, którego trawnik zamienia się w jedno wielkie miejsce na piknik. To był idealny plener na obiad z Lidla – bagietka z serem, polecam. XVII-wieczny ogród powstał z inicjatywy królowej Francji Marii Medycejskiej. Miał jej przypominać rodzinny dom we Florencji ale plan chyba nie wypalił. Obecnie jest to siedziba senatu francuskiego.

Będąc przy FONTANNIE SAINT MICHEL warto odbić kawałek dalej i zobaczyć najmniejszą (ponoć) ulicę świata. RUE DU CHAT QUI PECHE liczy 20 metrów długości i 1,5 metrów szerokości.

Czas na KATEDRĘ NOTRE DAME! Dlaczego świątynia zdobyła tak wielką sławę? To przepiękny budynek, wiadomo. Podziękowania za reklamę należą się jednak Disneyowi i Quasimodo. Film powstał na podstawie powieści Victora Hugo „Katedra Panny Maryi w Paryżu”, choć takie stwierdzenie jest mocno przesadzone. Książka skupiała się na opisie katedry, a o dzwonniku pojawił się jedynie fragment. Wyglądało to mniej węięcej tak: <producenci filmowi przeglądający powieść> „dziejeeee katedry, architektuuuura, sztuuukaaa, blablablaaaaaa… O! Garbaty dzwonnik! To się sprzeda!”. Niektórzy twierdzą, że inspiracją do wzmianki o nim był pewien rzeźbiarz o podobnej posturze, który przebywał w katedrze kiedy autor zbierał materiały. Warto dodać, że zgodnie z powieścią wybrankiem Esmeraldy nie był Quasimodo, a arcybiskup Klaudiusz Frollo. Na potrzeby filmu i dla ułatwienia przekazu najmłodszym widzom w ekranizacji Disneya Frollo wystąpił w roli sędziego.

Katedra powstała na pozostałościach po świątyniach z IX wieku. Jej budowa zajęła 180 lat (XII – XIV wiek). Cały świat kojarzy tamtejsze dwie masywne (i niesymetryczne) wieże, wyrzeźbione posągi królów oraz słynne gargulce. Charakterystyczna jest też rozeta symbolizująca wieczność, zamknięta w kole oznaczającym doczesność. W skarbcu świątyni znajduje się relikwiarz z drzewa Krzyża Świętego. Wejście do katedry składa się z trzech portali, które prowadzą do ołtarza i 29 kapliczek (od 2018 roku wśród nich znajdziecie też polską).

Świątynia pamięta wiele szczególnych wydarzeń z dziejów Francji, m.in. koronację Napoleona na Cesarza Francuzów. Dodam, że w grudniu zobaczycie tam jedną z najpiękniejszych i największych szopek bożonarodzeniowych.  Wejście do środka – bezpłatne. Wstęp na wieżę – 8,50 euro (ulgowy 5,50euro). Wejście do skarbca – 4 euro. Godziny otwarcia: poniedziałek – piątek 8:00 – 18:45, sobota i niedziela 8:00 – 19:15. 

Ciężko było obserwować w telewizji jak ogromny pożar trawi wnętrze pięknej świątyni (2019). Na szczęście, świątynia nie ucierpiała tak, jak się tego spodziewano i dzięki wielu hojnym sponsorom zostaje odbudowywana. 

20170621_185949

Kilka metrów od słynnej katedry znajduje się SAINTE CHAPELLE. To XIII-wieczna kaplica, która w sumie nie jest kaplicą. W dzisiejszych czasach nie uznaje się jej za obiekt sakralny, choć jej niezwykle trafiony przydomek – brama do niebios – sugeruje coś innego. W przeciwieństwie do katedry Notre Dame, jego budowa potoczyła się bardzo szybko – ukończono ją w 33 miesiące. (Nie)Kaplica piastowała przeróżne role – od miejsca, w którym złożono relikwie na początku jej istnienia po magazyn z mąką w czasach Rewolucji Francuskiej. Nie nastawiałam się na coś nadzwyczajnego ale wpadające do środka promienie słoneczne sprawiły, że widok 15-metrowych witraży był warty czekania w kolejce.

Godziny otwarcia: 2.01 – 31.03 od 9:00 do 17:00, 1.04 – 30.09 od 9:00 do 19:00, 1.10 do 31.10 od 9:00 do 17:00. Ostatnie wejście możliwe jest pół godziny przed zamknięciem. Wstęp: 10 euro, obywatele UE do 26 roku życia – bezpłatnie. Od niedawna można skorzystać z aplikacji Sainte-Chapelle Windows (0,99 euro za pobranie), która przybliży Wam wybrany fragment witrażu i objaśni w skrócie jego historię. Po krótkim wstępie włączy się kamera w telefonie. Należy „wycelować” w interesującą Was część okna, która wyświetli się z bliska wraz z opisem (dostępne w kilku językach – francuski, włoski, hiszpański, niemiecki, angielski i chiński).

20170621_153637~2

Sainte Chapelle znajduje się w gmachu PAŁACU SPRAWIEDLIWOŚCI – skupisku najważniejszych instytucji sądowniczych. Po przeniesieniu dawnej siedziby Pałacu Królewskiego budynek przekształcono w więzienie. O ile w nazwie pojawiło się słowo sprawiedliwość to raczej nie miało ono zbyt wiele wspólnego z tym miejscem. Skazańcy mogli liczyć na warunki zgodne z ich statusem majątkowym. Najbiedniejsi dostawali dobite cele, zaś bogaci czasami nie mieli powodu aby narzekać na swoją odsiadkę.

20170621_154932

10 minut spacerku i znajdziecie się już przy CENTRUM POMPIDOU. Jeśli myślicie, że w nawigacji coś nie pykło i stoi przed Wami system wentylacji galerii handlowej to możecie być pewni, że jesteście na miejscu. Szczerze mówiąc, podoba mi się ten budynek – to coś zupełnie innego. Wyobrażam sobie, jak bardzo szokował mieszkańców w momencie powstania (1977).

Pompidou to największa na świecie kolekcja sztuki współczesnej. Najbardziej popularne wśród odwiedzających jest piąte piętro – znajdziecie tam m.in. obrazy Pabla Picasso i Salvadora Dali. Na samej górze znajduje się taras widokowy – wiele osób twierdzi, że rozpościera się stamtąd najpiękniejsza panorama na Paryż. Niestety nie było mi dane tego sprawdzić. W niewielkim budynku naprzeciwko galerii często organizowane są wystawy czasowe (wejście bezpłatne). Odsyłam do oficjalnej strony obiektu, w której znajdziecie ceny za wszystkie rodzaje biletu, który zresztą można też nabyć przez tę stronę.

Jeśli sądzicie, że budynek przypominający awarię hydrauliczną nie wprowadzi Was w zachwyt i uważacie, że niewyjaśnione bazgroły będące jednym z cennych nabytków muzeum (kliknij tutaj aby obejrzeć to, o czym mówię) ogarnąłby nawet Wasz pies rysujący z zamkniętymi oczami, proponuję kontynuację spaceru po DZIELNICY LE MARAIS. Nazwa w dosłownym tłumaczeniu oznacza bagna i nie jest przypadkowa – tę część Paryża często zalewała Sekwana.

Początkowo należała do templariuszy, a w późniejszym czasie była to dzielnica żydowska. W XVII wieku Henryk IV wybudował tam Place de Vosges (Plac Królewski), który przyciągnął w te rejony arystokratów. Niespełna 100 lat później stała się nieznacząca i zapomniana aż do lat 60-tych XX wieku, kiedy wprowadzono wiele zmian, które ożywiły to miejsce. Obecnie mieści się w niej sporo galerii sztuki, muzeów, barów (wiele z nich to miejsca przyjazne społeczności LGBT), kawiarni i sklepów ulokowanych w uroczych kamieniczkach.

PLAC BASTYLII wygląda bardzo niepozornie. Kiedyś mieścił się tam ogromny zamek, który potem przekształcono w więzienie Bastylię. Jej zdobycie było początkiem wybuchu Rewolucji Francuskiej (1 lipca 1789 roku). Doszło wtedy do ogromnych zmian polityczno-społecznych i obalenia monarchii Burbonów. W wyniku zamachu stanu władzę przejął Napoleon.

Czytając o tych wydarzeniach mam wrażenie, że przeciwnicy króla chcieli zmienić w kraju wszystko co możliwe. Planowano m.in. ogólnokrajową frustrację dzieciaczków liczących sobie do dziesięciu podczas zabawy w chowanego – francuska sekunda miała trwać 0,864 sekundy, minuta 86,4 naszych sekund, zaś godzina 144 minuty. Pod Kolumną Lipcową (wykonaną z przetopionych armat Napoleona) pochowano ofiary Komuny Paryskiej, które dzielą to miejsce wraz z… mumiami egipskimi (łupy Napoleona nie mogły przetrwać w Luwrze ze względu na złe warunki do konserwacji). Do placu przylega nowoczesny gmach opery.

PROPOZYCJA W PRZYPADKU 3 DNI LUB DŁUŻSZEGO POBYTU W PARYŻU:

  • Jeśli zatrzymacie się w Paryżu na dłużej to proponuję odpuścić Le Marais i plac Bastylii w opisanej wyżej trasie zwiedzania. Lepiej ogarnąć je następnego dnia i zamiast tego dać sobie więcej czasu na uliczki w Dzielnicy Łacińskiej.
  • Katakumby w sezonie to dobry pomysł jeśli spędzicie w mieście ponad 3 dni.
  • Jeśli lubicie muzea to nie wyjedziecie z Paryża zbyt szybko.
  • Pobliski Wersal, będący przepiękną i ogromną rezydencją królów francuskich, to dobra opcja na cały dzień zwiedzania.
  • Biznesowa dzielnica La Defense z nowoczesnym Łukiem Triumfalnym i zabytkowy cmentarz Pere Lachaise, na którym spoczywa m.in. Fryderyk Chopin i Edith Piaf.

Ostrzegam, że po tak solidnych dwóch dniach nie będziecie w stanie stwierdzić ile kilometrów  pokonaliście, bo krokomierz może się Wam rozładować (checked). Dwie doby z takim planem byłyby możliwe ale i intensywne. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem będą więc trzy, a nawet cztery dni. Dajcie znać czy plan zwiedzania okazał się przydatny! Polecacie inne miejsca, których zabrakło we wpisie? Wszelkie sugestie mile widziane!